środa, 29 października 2014

jesień w parku

W rozpasanej niecnocie
wirują listki figowe
zawstydzonej jesieni
zrywane jak wianek.
Czerwienieją jarzębiny i usta.
Starszy pan na ławeczce obok
odwraca wzrok z uśmiechem
smakując karmelki
jak kiedyś pocałunki.


Jeszcze kaczkę puść mi na wodzie,
a potem mnie kochaj.

poniedziałek, 27 października 2014

sznurek

Wszystko wydaje się być tak bardzo skomplikowane. Sieć powiązań plącze zmysły i nagle budząc się, nie pamiętam, kim byłam wczoraj. Rodzę się więc na nowo i tym sposobem codziennie zaczynam żyć życiem, które budowane od wschodu do zachodu słońca jest tak moje, jak mój jest wiatr we włosach. Niemoc. Tęsknota. Złość. Uniesienia jak westchnienie spadającej sukienki. Czekanie na.
Cała ta przeszłość nasączona Sensem.

I nagle w całym patosie cierpienia dzwoni śmiech. O tyle dziwny, że mój własny.
Nie ma wierszy, nie ma listów, ani nostalgicznych sentencji sypiących się z rękawa. Jest za to czułość, pokryta żartem. Jest za to codzienność w zasięgu ręki.
Oddycham.

Proste... Jak metr sznurka w kieszeni.