A właśnie, że się ułożę...
Czasem zajmuje to więcej życia, niż by się przypuszczać mogło. Co ja mówię... ZAZWYCZAJ nijak się ma do oczekiwań, roszczeń, o marzeniach nie wspominając.
Nie wiem czy takie poukładanie jest w gruncie rzeczy pozytywem, ale coś mi szepcze za uchem, że jest w tym coś dobrego... Byle tylko zostawić uchyloną furtkę, niby przypadkiem, oczywiście - do tych wszystkich niespodzianek, które sprawiają, że człowiek jeszcze żyje, a nie już wegetuje.
Wracam tu, spoglądając na moje nowe życie, świeżo odmalowane jak te ściany nad kuchennym stołem. Nowe... mieszkanie na kredyt. Życie... na kredyt - zaufania. Od kilku lat, po raz pierwszy, ufam, że wreszcie będzie mi dobrze.
I niech się dzieje! :)