oszronione usta
zmieniasz w cukier puder,
kiedy lód rozpusta
rozgrzewa u źródeł.
wtorek, 30 grudnia 2014
poniedziałek, 10 listopada 2014
olimpiada
Choć trenuję nieustannie,
wciąż trafiam sercem
jak kulą w płot-
olimpiada miłości
znów nie dla mnie.
wciąż trafiam sercem
jak kulą w płot-
olimpiada miłości
znów nie dla mnie.
środa, 29 października 2014
jesień w parku
W rozpasanej niecnocie
wirują listki figowe
zawstydzonej jesieni
zrywane jak wianek.
Czerwienieją jarzębiny i usta.
Starszy pan na ławeczce obok
odwraca wzrok z uśmiechem
smakując karmelki
jak kiedyś pocałunki.
Jeszcze kaczkę puść mi na wodzie,
a potem mnie kochaj.
wirują listki figowe
zawstydzonej jesieni
zrywane jak wianek.
Czerwienieją jarzębiny i usta.
Starszy pan na ławeczce obok
odwraca wzrok z uśmiechem
smakując karmelki
jak kiedyś pocałunki.
Jeszcze kaczkę puść mi na wodzie,
a potem mnie kochaj.
poniedziałek, 27 października 2014
sznurek
Wszystko wydaje się być tak bardzo skomplikowane. Sieć powiązań plącze zmysły i nagle budząc się, nie pamiętam, kim byłam wczoraj. Rodzę się więc na nowo i tym sposobem codziennie zaczynam żyć życiem, które budowane od wschodu do zachodu słońca jest tak moje, jak mój jest wiatr we włosach. Niemoc. Tęsknota. Złość. Uniesienia jak westchnienie spadającej sukienki. Czekanie na.
Cała ta przeszłość nasączona Sensem.
I nagle w całym patosie cierpienia dzwoni śmiech. O tyle dziwny, że mój własny.
Nie ma wierszy, nie ma listów, ani nostalgicznych sentencji sypiących się z rękawa. Jest za to czułość, pokryta żartem. Jest za to codzienność w zasięgu ręki.
Oddycham.
Proste... Jak metr sznurka w kieszeni.
Cała ta przeszłość nasączona Sensem.
I nagle w całym patosie cierpienia dzwoni śmiech. O tyle dziwny, że mój własny.
Nie ma wierszy, nie ma listów, ani nostalgicznych sentencji sypiących się z rękawa. Jest za to czułość, pokryta żartem. Jest za to codzienność w zasięgu ręki.
Oddycham.
Proste... Jak metr sznurka w kieszeni.
wtorek, 16 września 2014
nie pójdę
nie pójdę, nie pójdę po rosie
gdzie bose stopy poniosą...
oddzielam od plewy proso
od pustych słów prawdy kłosie.
czas żniwa oplótł mnie w pasie,
zakręcił w burzowej pogodzie
więc sensu szukać, o głodzie
jesienią mi przyszło, po czasie.
jak cudem w spiżarni przybywa,
gdym bosa, ale szczęśliwa.
gdzie bose stopy poniosą...
oddzielam od plewy proso
od pustych słów prawdy kłosie.
czas żniwa oplótł mnie w pasie,
zakręcił w burzowej pogodzie
więc sensu szukać, o głodzie
jesienią mi przyszło, po czasie.
jak cudem w spiżarni przybywa,
gdym bosa, ale szczęśliwa.
poniedziałek, 1 września 2014
Pierwszy.
Najtrudniej zacząć wszystko od nowa.
Zrobić nowe drzwi, przykręcić kołatkę, gdyby jednak ktoś przyszedł, założyć zamek przed tymi, których w tym życiu gościć nie chcę... Najtrudniej zacząć wszystko od nowa, mając walizki wypchane starym, za którym ciągnie się zapach poukładanych w szafie rzeczy, prasowanych koszul, zużytych żeli pod prysznic, krochmalonych łzami pościeli oraz niedomkniętych słów.
Trudno zaczynać od nowa, kiedy człowiek jest sam jeszcze niepoukładany. Może więc, zamiast wstępu, tabliczka na drzwiach:
Zrobić nowe drzwi, przykręcić kołatkę, gdyby jednak ktoś przyszedł, założyć zamek przed tymi, których w tym życiu gościć nie chcę... Najtrudniej zacząć wszystko od nowa, mając walizki wypchane starym, za którym ciągnie się zapach poukładanych w szafie rzeczy, prasowanych koszul, zużytych żeli pod prysznic, krochmalonych łzami pościeli oraz niedomkniętych słów.
Trudno zaczynać od nowa, kiedy człowiek jest sam jeszcze niepoukładany. Może więc, zamiast wstępu, tabliczka na drzwiach:
Jestem Blue.
Tyle we mnie uśmiechu co smutku.
Subskrybuj:
Komentarze (Atom)